Case study – kiedy studium wykonalności robi robotę
W poprzednim artykule opisaliśmy na czym polega Studium Wykonalności, jakie są jego cele, założenia i kiedy ma taka usłuha sens a kiedy nie. Podaliśmy też praktyczne informacje jak się do takiej usługi przygotować, jakie są koszty i czego można się spodziewać.
W tym artykule chcemy odnieść się podając kilka przykładowych historii case study mając nadzieję, że przybliżymy w ten sposób ideę. Celowo wybrane zostały scenariusze, których zakończenie było różne i nie niekoniecznie wszystkie przyniosły oczekiwany rezultat aby uwidocznić, że nierozwiązanie ryzyk czy problemów na etapie testów wstępnych, mimo prób i wysiłków, nie powinno być odbierane jako porażka a jako uniknięcie dużych problemów małym kosztem.
Case study 1: System wizyjny do detekcji mikro-wad (branża AGD)
Problem: bardzo szybki proces, detal w niekorzystnej orientacji, wady małe, niepowtarzalne i subtelne. Klient nie miał danych: jaki % wad system może wykryć i jaki będzie współczynnik false detection (fałszywe odrzuty sortownika). Bez studium wpisanie twardych liczb do umowy byłoby przysłowiowym wróżeniem z fusów. Wykonanie wczesnych odpłatnych testów przed podpisaniem finalnej umowy pozwoli żetelnie zweryfikować zagadnienie i da komfort obu stronom.
W ramach studium:
- zbudowaliśmy tymczasowy, niskobudżetowy szybki transporter testowy,
- przetestowaliśmy różne kamery, obiektywy, filtry, polaryzatory i warianty oświetlenia,
- znaczną część sprzętu wynajęliśmy, aby ograniczyć koszty,
- część zakupionych komponentów transportera i oświetlenia zostanie później wykorzystanych w docelowym rozwiązaniu,
- na podstawie wyników opracowaliśmy koncepcję znacząco różniącą się od pierwotnych założeń: zmianie uległo ułożenie detalu, konfiguracja sceny, odległość kamery od badanego detalu.
- sporządziliśmy raport statystyczny ze wstępnych testów na niewielkiej próbie badawczej.
Efekt:
- dostarczyliśmy klientowi realistyczne parametry skuteczności detekcji,
- wszyscy mieliśmy komfort, że parametry zapisane w umowie są osiągalne,
- zrealizowaliśmy maszynę do sortowania OK/NOK opartą na danych ze studium.
- Koncepcja ze studium różniła się od pierwszych założeń. Gdyby nie testy przedrealizacyjne musielibyśmy zmieniać koncepcję w toku projektu co negatywnie wpłynęłoby na harmonogram, budżet oraz relacje.
Case study 2: Kartoniarka + pakowanie saszetek w rzędy (nietypowy karton, wysoka wydajność)
Ryzyko: przewracanie się saszetek i uszkodzenia kartonu przy szybkim formowaniu.
W ramach studium:
- wykonaliśmy kilka wariantów modułu pakującego (z wykorzystaniem druku 3D),
- przetestowaliśmy graniczne możliwości otwierania kartonu oraz różne warianty przyssawek (część rozwiązań wynajęliśmy na czas testów),
- gdy pierwotne koncepcje nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, zaproponowaliśmy układ z formowaniem potrójnym (3 kartony na jeden takt maszyny). Proponowana zmiania była kluczowa dla konstrukcji całej maszyny.
Efekt:
- urealniliśmy wycenę całej maszyny,
- uniknęliśmy nieprzyjemnej „niespodzianki” w trakcie budowy i uruchomienia,
- od początku projektowaliśmy rozwiązanie z uwzględnieniem rzeczywistych ograniczeń materiału i procesu.
- Bez prób bardzo trudno byłoby przewidzieć czy karton zachowa sie niekorzystnie podczas tak szybkiego formowania i albo założylibyśmy wariant optymistyczny narażając się później na problemy przy odbiorach albo założylibyśmy wariant pesymistyczny od razu, bez prób, i narazilibyśmy Klienta na koszty układu potrójnego naliczone „z góry”.
- Dzięki testom obie strony miały pewność, że takie rozwiązanie zwiększające niestety gabaryt maszyny jest konieczne.
Case study 3: Automatyczne podawanie wrażliwego produktu (branża spożywcza)
Ryzyko: uszkodzenia produktu w podawaniu. Klient chciał gwarancji procentu uszkodzeń produktów przez maszynę w umowie. Bez danych – ryzyko dla obu stron.
W ramach studium:
- przetestowaliśmy kilka wariantów podawania produktu,
- zbudowaliśmy proste prototypy z tanich materiałów (m.in. druk 3D, tworzywa, elementy pomocnicze),
- mimo wielu prób nie osiągnęliśmy poziomu jakości i brakowości akceptowanego przez klienta. Produtk był za delikatny dla takiej szybkiej wydajności procesu a zmniejszenie jej nie byłoby opłacalne.
Efekt:
- projekt nie wszedł w fazę realizacji (pozornie „negatywny” wynik), ale:
- oszczędziliśmy klientowi znaczących kosztów inwestycyjnych,
- uniknęliśmy potencjalnych sporów przy odbiorach i późniejszych reklamacji,
- kontynuujemy współpracę z klientem przy innych projektach technologicznych.
To świetnie pokazuje, że wynik „NO GO” może być wartościowym wynikiem.
